Przejdź do treści
Bezpłatna dostawa suplementów przy zakupie za powyżej 150 PLN Kubek ,,Jedziemy z tym rzyciem'' GRATIS do zamówień 300zł+ (dodamy go do zamówienia) + 4 próbki białka GRATIS do każdego zamówienia!
PROMOCJA - zamów w pakiecie! | CIUPAGA PLUS, APETYT CONTROL, SIEKIERA (-20% na dwa różne suplementy i -30% na trzy różne suplementy)

4. Dlaczego warto być Grażyną? - dlaczego warto być sobą...

Wszyscy inni już przecież zajęci! (o udawaniu zamiast działania)

 

1.   Nie porównuj się do innych, to jest pułapka!
2.   Kompleksy zaraźliwe, nie chcesz być chyba pacjentem zero, od którego zaczęła się epidemia
3.   Od czegoś trzeba zacząć, jest na pewno chociaż jedna rzecz, za którą się lubisz
4.   Zaakceptuj to, czego nie zmienisz, nad całą resztą możesz pracować

 

 

Nie porównuj się do innych. To pułapka.

Zacznijmy od tego, że w Polsce zakorzenił się jakiś durny według mnie stereotyp imienia Grażyna, kojarzony z jakąś babą zapuszczoną, ciągnącą za sobą toboły, wokół niej latające dzieci, generalnie ma męża, którego zapewne nie kocha, bo wkurza i kłócą się zapewne, ponieważ oczywiście jest już też taki stereotyp, że trzeba dorobić do Grażyny Janusza. I ta Grażyna jest generalnie, kurczę, jakaś taka w tych stereotypach odstraszająca. Ja nie wiem, co na to Grażyny, ale myślę, że zadowolone z tego faktu nie są, że taką łatkę się im przyczepia. Ja nie jestem zwolennikiem łatek, w ogóle łatek nie lubię. Uwielbiam za to łamać stereotypy. Kocham to, bo najczęściej jest tak, że nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością, z tym jak jest naprawdę. Imię Grażynka, Grażyna nadałem mojej kotce, bo jest piękna, jest cudowna, jest sprytna, bo jest kochana. I dlatego nazwałem Grażynka. Grażynka to zresztą bohaterka moich opowieści, moich anegdot, moich skeczów i tam właśnie tej Grażynce chciałem i chcę nadawać tę fajną polską twarz fajnej polskiej babeczki. Fajnej polskiej babki. Zajebistej polskiej babki. Taka właśnie ma być Grażyna, taką chcę Grażynę widzieć. I chyba mi się to udaje, bo gdy słyszę teraz, że ktoś opowiada o moich skeczach, o moich historiach, najczęściej mówi o tej Grażynce naprawdę z taką miłością, z takim uczuciem, z takim ciepłem, że ja się mogę tylko cieszyć.

 

Zresztą nie wiem, czy to znasz, może znasz, może nie – to już Ci opowiem.

Grażyna mi mówi: QCZAJ, nienawidzę się. Urodziłam syna, przytyłam i nie mogę w ogóle wrócić do siebie po tej ciąży. Ja mówię: Kobieto! Ty się nienawidzisz? Urodziłaś syna, jesteś matką, daj sobie czas! Ona mówi: kurwa, QCZAJ, nie mam czasu, bo za dwa tygodnie syn się żeni.

No właśnie, i tu ma się pojawić uśmiech. Tu ma się pojawić śmiech, bo Grażynka trochę przegapiła ten moment powrotu po ciąży i przypomniała se przed weselem syna! Cudowne jest to, że mnóstwo kobiet udostępniało ten mój monolog, oznaczając siebie bądź koleżankę i pisząc: to właśnie jestem ja, ja jestem tą Grażyną, która bierze się tyle razy za siebie, tyle razy podejmuje próby i generalnie przypomina sobie o tym, że musi o siebie zadbać, że musi schudnąć, że powinna się za siebie wziąć, tuż przed weselem syna. Mnóstwo kobiet po połogu pisało do mnie, komentowało historię w mega pozytywnym znaczeniu. I o to mi właśnie chodziło. Bo tu mamy odpowiedź, dlaczego warto być Grażynką. Dlaczego warto być tą Grażynką? Co jest złego w byciu kobietą, która zapomniała o sobie, bo zajęła się wychowaniem dziecka, bo miała na głowie cały dom i starała się go ogarnąć, bo starała się wspierać wszystkich naokoło, swoją rodzinę, z której była bardzo dumna? Często nie prosząc nikogo o pomoc, bo przecież „ja sobie sama dam radę, ja sama, ja siama, ja siama”. Męża również nie poprosiła o tę pomoc, ponieważ ona sama lepiej to zrobi. Ona sama zajmie się tym lepiej, zrobi to szybciej, a że wyeksploatuje się do granic możliwości…? I co taka Grażynka robi? Mianowicie z moich obserwacji, z obserwacji QCZAJ'a, przyjaciela kobiet, wynika, że ta Grażyna zaczyna porównywać swoje życie, swoje REALNE życie, do życia instagramerek, youtuberek, do życia fit influencerek, do życia gwiazd, ona zaczyna porównywać to swoje w jej mniemaniu często nędzne życie z problemami, życie, które jej się wydaje nudne – do tego z Instagrama. No i w sumie nie jest dziwne, że życie Grażynki wypada blado na tle plaży na Malediwach, gdzie spędzają wakacje nieprzeciętnie majętni ludzie. Albo porównuje swoją rzyć do rzyci influencerek fitnessowych, supertrenerek, no i ona też wypada blado. Jeśli Grażynka porównuje tę rzyć, którą widzi w lustrze, na którą patrzy każdego dnia, do rzyci w internecie, do rzyci na zdjęciach, do rzyci z filtrami, do rzyci z Photoshopem, do rzyci… mam Ci wymieniać dalej…? Mówię Ci to, bo jestem częścią tego świata, mówię Ci, bo sam frustrowałem się podobnymi rzeczami, sam porównywałem się kiedyś do innych, sam porównywałem się do zdjęć, sam porównywałem się często do ludzi, którzy na zdjęciach wyglądają zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. To jest właśnie ta pułapka: zaczynamy patrzeć na tych ludzi nie jako na inspirację, ale jak na coś prawdziwego. Grażyna nie patrzy już na kobietę, która dobrze wygląda, jak na inspirację. Grażyna zaczyna patrzeć na nią jak na niedościgniony wzór. Jak na coś, co wprowadza ją w jeszcze większą frustrację, bo ona nie osiągnie tego celu nigdy. I myśli, że na świecie nie ma osoby, która chciałaby być nią. prawdziwą. No to zdziwiłabyś się. Bo myślę, że takich osób jest mnóstwo, myślę, że takich kobiet, które chciałyby być Tobą, chciałyby mieć Twoje ciało, chciałyby mieć Twoją pracę, chciałyby mieć Twoją rodzinę, chciałyby mieć być może Twoją wolność, chciałyby mieć coś z Ciebie, jest mnóstwo. A z drugiej strony, często jest tak nie mówię Ci tego, żeby Cię zniechęcić, wiesz o tym, że Cię będę motywował każdego dnia do osiągania swoich celów – ale często jest tak, że Grażyno, nie osiągniesz tego wymarzonego, podpatrzonego na Instagramie celu. Dlaczego? Bo to nie jest Twój cel, bo to nie jest Twoje ciało, bo to nie jest Twoje życie, bo prowadzisz inny styl życia, bo nie zajmujesz się na co dzień tym, żeby mieć nieskazitelne ciało.

 

I tu jest właśnie to, co musisz zrobić, co powinnaś zrobić, a mianowicie zobaczyć każdą nawet najmniejszą pozytywną cechę, którą w sobie masz. Każdą, ale bez porównywania się do tych kobiet ze zdjęć. A jeśli już chcesz oglądać zdjęcia, to swoje, żebyś mogła zobaczyć, jaki zrobiłaś progres.

Kompleksy są zaraźliwe. Nie chcesz być chyba pacjentem zero, od którego zaczyna się epidemia? No właśnie, hehe. A wiesz, co się najczęściej dzieje, kiedy Grażyna nie osiąga jednak tego celu? Nie schudła, nie ma płaskiego brzucha, za to rzyć tak…? Zanurza się w tej swojej frustracji, że nie osiągnęła tego, co chciałaby osiągnąć. I zaczyna się okłamywać. Zaczyna okłamywać samą siebie, byleby tylko uszczknąć trochę lajków, trochę tego poklasku, który mają te osoby na Instagramie, te

„dobrze wyglądające” na zdjęciach. Mogą nawet nie mieć nie wiem jakiej sławy. Grażynka chciała- by też tego, bo kto by nie chciał? Kto nie lubi być doceniony? Kto nie lubi być komplementowany? Wszyscy lubimy, ja też lubię. Ale w momencie, kiedy wpadniemy w taką pułapkę porównywania się do innych i naprawiania tych swoich kompleksów poprzez – uwaga! – wrzucenie na przykład podciągniętego zdjęcia albo starego, albo podreperowanego Photoshopem, ustawiamy się w tej rzeczywistości, której przecież nie ma. I co to robi? Czyta się komentarze: „wow, kochana, ale świetnie wyglądasz”, wow, dobrze Ci idzie”, „wow, naprawdę niesamowita zmiana”. I te komentarze, w których cię chwalą, fajne. Ale sama powiedz, czy to sprawia, że czujesz się ze sobą lepiej? Jeśli sama przed sobą przyznajesz, że oszukujesz? Że to nie jesteś do końca Ty? I wiesz, że nie do końca jest to prawda o tym, co się u Ciebie dzieje?

 

Często ludzie mnie pytają, jak to się stało, że zrobiłem taką karierę. Jak to możliwe, że taki chłopak nieowijający w bawełnę, koleś, który jest totalnie sobą a od czasu mojego coming outu to już totalnie mogę być sobą, mogę być totalnie wolny, mogę mówić, co mi się podoba, nie muszę ściemniać – jak ktoś taki mógł zrobić karierę? Wiem, że wiele osób się nad tym zastanawia. Przecież jest tylu innych trenerów, lepszych być może, lepiej wyglądających, lepiej… no, zawsze może być lepiej. Dlaczego on? Słuchaj, odpowiem Ci na to pytanie, bo to jest naprawdę świetna recepta, która działa. Naprawdę działa! I mówię to na swoim przykładzie.

Ta recepta TO BYCIE SOBĄ.

Bycie sobą. Wiem, brzmi banalnie, bycie sobą, bądź sobą i wtedy odnosisz sukces i w ogóle. Sraty pierdziaty. Tekst tak oklepany, jak tylko się da. Ale co to znaczy? No właśnie, co to znaczy być sobą? Przecież każdy może powiedzieć: jestem sobą, jestem sobą. Ja myślę, że to jest powiedzenie sobie, mówienie ludziom tego, co sama chciałabyś usłyszeć, co Ciebie pociesza, co daje Ci siłę, a nie wienie w taki sposób, jak wydaje Ci się, że może się to sprzedać. Jak wydaje Ci się, że może to zadziała, ponieważ działa w wypadku innych osób, ponieważ ktoś tak mówi i jeśli Ty tak będziesz mówić, to wtedy to zadziała.

 

Najważniejsze w byciu sobą to odnaleźć w sobie ten indywidualny pierwiastek, tę naprawdę indywidualną siłę, która przyciągnie do Ciebie ludzi. Od czegoś trzeba zacząć. Jest na pewno chociaż jedna rzecz, za którą się lubisz. Pamiętam, jak zrobiłem sobie pierwszy raz to ćwiczenie: wypisałem na kartce, chciałem wypisać, próbowałem wypisać cechy, za które się lubię. Naprawdę było mi bardzo ciężko, pamiętam, że chyba jedną jakąś cechę wymieniłem, czekaj, czekaj, co to było…? Wiem! Upartość. Upartość to była, pamiętam. Upartość, niby cecha pozytywna, ale upartym można być na dwa sposoby. I to jest dowód, jak ciężko nam samym czasami widzieć w sobie te pozytywne cechy. Z różnych powodów to wynika. Najczęściej jest to pokłosie naszego wychowania, że nie byliśmy chwaleni, a z kolei chwalenie siebie samych kojarzyło się z jakąś zbytnią pewnością siebie, wręcz z arogancją. A to nie ma z tym nic wspólnego! Ukochiwanie siebie, mówienie sobie o sobie dobrze, to pierwszy krok, żeby naprawdę coś fajnego ze swoim życiem zdziałać. Dziś naprawdę tych cech, które w sobie lubię, mogę wymienić mnóstwo: pracowitość, a kiedyś, kurczę, myślałem, że jestem leniwy, bo tak mi wmówiono. Kiedyś myślałem, że mam szczęście, że to jest kwestia szczęścia, że się ślizgam, ale miałem szczęście i stąd mi to czy tamto wychodzi. Jakie wspaniałe jest uświadomienie sobie – i Tobie, moja kochana Grażynko że to samo Ci nie spadło, że to, co masz w życiu, to, ile zdobyłaś, ile pracy w to włożyłaś, to jest właśnie TWOJA ZASŁUGA. To jest właśnie Twoja ciężka praca i nigdy, przenigdy tego nie umniejszaj. No tak, ale jak Ty patrzysz na swoją pracę, swoje osiągnięcia, porównując je do forów internetowych, no to nie dziwne, że wypadasz w tym porównaniu blado. Jeśli zaczniesz na przykład patrzeć na swoje ciało po ciąży i będzie Ci się wydawać, że to jest po prostu coś zaniedbanego, że nie jest takie, jak powinno być, bo na zdjęciach zbierają lajki idealne ciała, a Twoje na pewno takie nie jest – popadniesz we frustrację. Nie może być inaczej. A ja chciałbym, żebyś napraw spojrzała na siebie w lustrze. Popatrzyła na siebie. Ale najpierw umyj włosy i ułóż je, pomaluj się, nie, nie każę Ci tutaj patrzeć na siebie po całym dniu pracy. Poproszę Cię, żebyś po prostu zrobiła sobie fryzurę, ubrała się w coś fajnego, w czym się lubisz, w czym czujesz się dobrze, żebyś stanęła przed lustrem, uczesana, umalowana, spojrzała na siebie i zadała sobie to pytanie, albo nie, lepiej, jeśli ja Ci je zadam. I proszę, odpowiedz sobie teraz na nie. Skarbie, za co się lubisz? Podaj mi chociaż jedną rzecz na początku. Może być coś absurdalnego. Stopy, ładne ręce, może uda? Moja babcia zawsze mówiła: nogi, nóżki to mi się udały. Nóżki to ja mam zgrabne, zawsze to powtarzała. Popatrz na siebie, zobacz swoją twarz, może jest na niej zmarszczka, coś, co jest częścią Twojego życia. I uśmiechnij się do siebie, ukochoj się, zaakceptuj to, czego nie zmienisz. Nad całą resztą możesz pracować. Tak brzmi moje motto na mojej platformie treningowej QCZAJfitness. Że witam Cię w moim QCZAJ'owym świecie, w świecie, w którym akceptujemy to, czego nie możemy zmienić, a nad całą resztą popracujemy razem. I to jest właśnie clou tego wszystkiego. Kocham to motto. Sam miałem ogromny kompleks wzrostu. Dlaczego? Bo ludzie mi to wmówili, wiesz? Nasze społeczeństwo pewne cechy ceni, z innych robi jakąś łatkę. Tak jak z imieniem Grażynka. Ja tego nie lubię, ja chcę łamać stereotypy. I chcę, żebyśmy je razem złamali. Żebyś spojrzała na siebie, jak ja spojrzałem na swój wzrost. Nie byłbym dzisiaj w tym miejscu, w którym jestem, nie osiągnąłbym tego, co osiągnąłem, nie mógłbym do Ciebie mówić, gdybym nie polubił swojego wzrostu, gdybym uważał to za jakąś przeszkodę w osiągnięciu swojego celu, jakiegoś celu, spełnienia swoich marzeń. Gdyby to było przeszkodą, to dziś nie byłbym w stanie robić tego, co robię. Nie byłbym tak szczęśliwym człowiekiem, a jestem mega szczęśliwy. Jestem mega szczęśliwy, chociażby z tego powodu, że to nie stanowiło dla mnie przeszkody. I chciałbym Cię tym zarazić. Chciałbym, żebyś to, co uważasz za kompleks, zaakceptowała, totalnie zaakceptowała i skupiła się na tym, co możesz zmienić. Żebyś skumulowała swoje siły i energię, by osiągać SWÓJ CEL.

Nie każę Ci być od razu instagramerką, nie każę Ci być jak ktoś, kogo już znamy. To mamy za sobą, to już omówiliśmy. Ja chcę, żebyś Ty swoje życie i swoją rzyć polubiła prawdziwie. Polubiła tak, żeby być dla innych inspiracją. I żebyś się z tego niesamowicie cieszyła. Wtedy będzie to dla Ciebie miało ogromną wartość. Kiedy będzie prawdziwe. Gdy pokażesz swoje niedoskonałości w ukochanym świetle. Gdy pokażesz, nad czym pracujesz, co możesz zmienić i to będzie inspiracja. Dowód, że naprawdę można zrobić coś w swoim życiu, coś zmienić. A coś, czego zmienić nie można, trzeba zostawić z tyłu, w ogóle się nad tym nie zastana- wiać. Chciałbym, żebyś się zastanowiła nad tym swoim kompleksem, nad Twoją kulą u nogi, która Ci ciąży i pozbawia Cię szansy na spróbowanie czegoś nowego. Staje Ci na drodze i nie pozwala zawalczyć o siebie, blokuje Cię w osiągnięciu celu. Zastanów się nad tym, proszę, pomyśl, co to jest, co jest cechą, która rozdupca Ci wszystko. I proszę Cię teraz, w kontrze do tego, zobacz coś, co spokojnie mogłabyś zmienić, nad czym spokojnie mogłabyś pracować, nad czym spokojnie moglibyśmy popracować razem, żebyś była naprawdę z tego dumna. Nie wiem, może chciałabyś mieć wystającą ładnie pupę? Znowu się przyczepiłem do tej pupy. Do tej rzyci, do tej dupy… Ale wielokrotnie ta rzyć pokazała niejednej mojej Grażynce, że naprawdę się da. Grażynka z tak zwanym płakoskodupiem i naleśnikiem po ciąży czy z zasiedzenia zapomniała o sobie, zostawiła się gdzieś tam hen z tyłu po urodzeniu syna i teraz sobie przypomniała, że dobrze by było tę rzyć do tej sukienki na wesele jakoś zrobić. Ja QCZAJ gwarantuję Ci, że się da. Że to się naprawdę da zrobić. Rzyć jest przykładem tego, co tak wielu kobietom wydaje się czymś nie do osiągnięcia. A tak naprawdę DA SIĘ TO ZROBIĆ. I z pozytywną myślą chcę Cię zostawić. Z tą pozytywną, radosną myślą o rzyci i o tym, że możesz wypracować, że możesz o nią zadbać i to jest naprawdę realne, bez robienia grzbietu i wypinania rzyci pod Instagram. Realnie możesz mieć tę rzyć.

Ukochuję Cię bardzo, Grażynko, i bądź dumna z tego, że jesteś Grażynką. Bądź dumna z tego, że o siebie walczysz. Bądź dumna z tego, co dla siebie robisz. Bądź dumna z tego, że chcesz. No bo skoro mnie słuchasz teraz, to chyba chcesz jednak coś wykombinować i zrobić coś z tym życiem. I rzycią.

Poprzedni
Następny

Zostaw komentarz