1. Życie nie zawsze pieści, ale czy to powód, by z niego (i z siebie) rezygnować?
2. Wstań i umyj głowę, czyli o tym, jak zacząć chcieć (depresja lubi smród!)
3. Nie dasz rady pomyśleć dziś? Pomyśl o tym jutro! (na cześć Scarlett O’Hary)
4. Małymi krokami zajdzie się dalej. Nie biegnij, idź, a znajdziesz ludzi, którzy pójdą przy Tobie. Nie po Tobie.
Życie nie zawsze pieści, ale czy to powód, by z niego (i z siebie) rezygnować?
Jest takie słowo. Straszne słowo na „d”. Nie, nie to, co możecie pomyśleć…! Że QCZAJ znowu coś pieprznie, powie i będzie do śmiechu! Otóż nie będzie. Tu sprawa jest mega poważna. To słowo, którego nikt z nas nie chciałby nigdy usłyszeć, bo oznacza nie jakiś smutek, nie jakiś dołek, ale ostateczny kanał bez wyjścia, bez najmniejszego nawet światełka – to DEPRESJA. Mówię o takiej sytuacji, kiedy jest popołudnie, a Ty wciąż w pościeli i myśl o wstaniu z niej Cię kompletnie rozwala. Nie masz siły jeść. Nie odbierasz telefonu. Nie myjesz się. Nie robisz nic. Nie, jednak coś robisz. Płaczesz. Rozpacz Cię rozdziera. Boli. Jest jak choroba. Śmiertelna. Każdego dnia w Polsce szesnaście osób nie potrafi sobie z nią poradzić. I robi coś strasznego. Nieodwracalnego. Nie zobaczyli na czas żadnej innej opcji. Nie dostrzegli cienia szansy. I koniec. Tylko ciemność.
Depresja jest poważną chorobą. Nie jakimś tam wymysłem, nie lenistwem, nie histerią. Czujesz się stale winna, ale nie masz siły walczyć o siebie. Nie wierzysz w siebie, nie wierzysz, że kiedykolwiek cokolwiek Ci się uda. Nie możesz spać, nie możesz wstać, nie masz siły NA NIC. PO PROSTU NA NIC. I co wtedy…?
Wstań i umyj głowę. Depresja lubi smród!
Jeśli wykonasz ten wielki wysiłek, wiem, że będzie Ci tak ciężko, jakbyś miała zrobić atak szczytowy na K2, ale będziesz bardzo silna i umyjesz tę głowę, ja, QCZAJ, Ci obiecuję, że zacznie Ci się chcieć. Chociaż trochę. I to wystarczy, żeby potem zachciało Ci się ciut bardziej. I tak krok po kroczku, po milimetrze, po centymetrze, metr za metrem zaczniesz się posuwać do przodu. Nie poczujesz się może dużo lepiej, ale trochę lepiej. Malusio. Ale jednak. Zjesz śniadanie. Odbierzesz telefon. Zaczniesz żyć. Gdybym tego nie przeżył, miałabyś pełne prawo powiedzieć: nie mądrzyj się, QCZAJ. Co Ty tam wiesz. Ale mnie też nie chciało się umyć głowy. Nic mi się nie chciało, bo depresja jest jak ósmy obcy pasażer Nostromo. Włazi w człowieka. Na początku niby nic nie widać. Ale już jest z Tobą. Już nie wylezie, póki nie zacznie rosnąć tak, że Cię całą rozerwie. Ale im bardziej czujesz, że jest w Tobie, tym mocniej się wycofujesz, izolujesz, boisz się ludzi, którzy by mogli odkryć, że masz tę sukę w sobie. Że Ci wyżera mózg, serce, duszę. A im bardziej jesteś sama, tym bardziej ona rządzi. Dlatego nie daj się jej zdominować. Nie daj się jej odseparować. Depresja naprawdę lubi smród, kocha twoje lepkie ramiona i tłuste włosy. Mości się w brudnej pościeli, przytula czule do śmierdzącego ciała. Dlatego mydło staje się namacalnym symbolem lepszego jutra.
Pamiętacie Scarlett O’Harę? Przeminęło z wiatrem nie jest może hitem Insta, ale jedną rzecz warto wspomnieć. Głównej bohaterce nie za bardzo układało się w życiu. A kiedy już wiedziała, że jest – powiedzmy wprost – w niezłej rzyci, siadała sobie na niej spokojniutko i mówiła: pomyślę o tym jutro. I to jest bardzo dobra myśl. Jest źle? Nie myśl o tym. Oczyść głowę. Skup się na ciele. Poćwicz. Kąpiel se zrób. Odkąd wydobyłem się z czarnej dziury depresji, wiem, że jeśli czegoś nie da się załatwić od ręki, to nie jest koniec świata. Ani ja nie jestem jakimś nieudacznikiem, co to mu wszystko z rąk leci, nic nie wychodzi i w ogóle wstyd, że toto żyje. Jak coś pójdzie nie tak, siadam sobie i mówię: pomyślę o tym jutro. Nie że nie pomyślę o tym nigdy. Bo ja już nie muszę uciekać. Nie potrzebuję zwiewać przed problemami. Ale też nie będę ich rozdrapywać.
No i przychodzi jutro. Często z rozwiązaniem. Albo i niekoniecznie. Ale wszystko wygląda jakby mniej dramatycznie niż wczoraj. I CO JA ROBIĘ?
JADĘ Z TYM ŻYCIEM!
To jest jak z ćwiczeniami. Zaczynasz ćwiczyć brzuch. Trzy serie i ledwo zipiesz. Myślisz sobie: cholera, to nie dla mnie. Nie dam rady. Odpuszczam. Ale jeśli następnego dnia zrobisz cztery, nawet stękając jak Steńka – co czujesz? No właśnie, co Ty wtedy czujesz? Dumę czujesz! Jestem tego pewien! A jeśli ćwiczysz te swoje brzuszki z kimś? Choćby z QCZAJ'em? Już łatwiej, prawda? Samemu ze wszystkim trudniej. I z kłopotów wyleźć. I depresję przepędzić. I brzuch wyćwiczyć. Jest jeden warunek. Nie biegnij. Nie uciekniesz przed problemami. Idź sobie spokojnie. Zobaczysz, że znajdą się ludzie, którzy pójdą z Tobą. Nie po Tobie.